• Wpisów:65
  • Średnio co: 49 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 00:05
  • Licznik odwiedzin:4 223 / 3256 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

6

Przez szybę w pociągu widzę po raz pierwszy góry... i się od razu w ich wielkości zakochuję! W miasteczku - podobno bardzo celebryckim, ale nikt mi dywanu czerwonego nie rozłożył - hostel kosztuje 35 euro, palmy są jak z Miami, a słońce daję tak bardzo popalić, że odpinam sobie nawet doły spodni (takie na zamek, no wiecie... eh). Tu nabijam sobie palucha, bo zachciało mi się schodzić po stromych schodach prowadzących w dolinę, gdzie miasteczko tak się pięknie rozłożyło. W kościółku nie ma nikogo, dlatego wchodzę śmiało na ołtarz, a nawet zamierzam wspiąć się po drabinie na balkoniku z organami (wszystko przez pasję do dziwnych pozycji fotografowania). Jednak spaść z niej byłoby łatwo - rozsądek wygrywa, a ja potem żałuję.
(onracoL)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

5

Było pięknie, a potem spadł deszcz. Hostelu nie mogłam znalezć, a za 5 minut zamykali na przerwę obiadową. Przy uniwerku zielona fontanna - ciekawe, czy świeci w ciemności? Stacja kolejowa niewarta uwagi, a całe miasto takie jakieś podejrzane...
(hciruZ)
 

 

4b

Próbowałam dodać plik większy niż 204800 MB, ale nie mogę. Dodały się jedynie te mniejsze. Kaj byłam?(grubierF)
 

 

4a

Miał być dalszy ciąg o podróży, ale tak jakby 2 lata minęły, a mnie wena już więcej nie naszła.
W życiu mam ostatnio zapieprz, bo zaręczyny zostały zerwane po 10 dniach, na wycieczkę musiałam pojechać sama, znajomi przestali się odzywać, kot miał guza, a matka wyszła mi z domu po sporej kłótni.
Na poprawę humoru postanowiłam randkować przez internet, ale okazało się - teoretycznie - że były narzeczony chyba mi sam podsyła na tym portalu swoich kolesi. Lato jest, 80% wyjeżdża do Polski na wakacje (czy też do żon), a tu nagle ich tylu do mnie pisze - ''podejrzane'' pomyślałam. Ci, do których ja piszę sama, siedzą cicho, albo piszą półgębkiem. A tych, których profili nawet nigdy nie widziałam, piszą prawie codziennie i jak jeden mąż na kawę chcą się umawiać! Nawet ci, co w Polsce mieszkają...? ''Podejrzane'', pomyślałam po raz drugi i zapaliła mi się czerwona lampka.
1. 27-latek pisał do mnie z miesiąc, żeby się umówić. Po randce wpraszał się lekko do domu (nie wprosił się jednak), ale pytał się też, co robię w weekend. Niestety przez całą randkę nie podał swojego imienia, ani o moje nie zapytał. Jakby już je znał. Bardzo natomiast na rowerze lubi jezdzić. No ale po randce do dziś cisza.
2. Starszy pan już na rowery (!)ze mną jechał - miał zabrać syna, bo był u niego na wakacjach. Imienia nie podał, o moje też nie pytał, jakby je już znal. Mi to wisi, pomyślałam, na rowerze się przynajmniej przejadę. Po umówionej godzinie nie zadzwonił, a na moje ''telefon się zepsuł?'' odpowiedział, że syn za nim ciągle chodzi, że jak wróci do mamy, to on się odezwie. Przedtem obiecywał nawet, że mnie samochodem nauczy jezdzić.
3.Janusz przyjechał nawet mnie odprowadzić na autobus, ale po jego przyjezdzie do PL jakoś słuch po nim zaginął. Już nie pisze. Dom w Polsce remontuje.
4. Kuba z Brukseli zapraszał do siebie, chciał do Ikei jechać, bo właśnie się przeprowadził. Jednak na zaproszenie do Antwerpii - miasta mojego byłego - napisał, że nie, bo nie lubi tego miasta... Po 4 tygodniach pisania nie odpisał nawet mojego sms'a.
5. Lukasz z Holandii nie znalazł mnie w kawiarni, w której się umówiliśmy - potem tłumaczył, że mojego sms's dopiero po powrocie do domu przeczytał i żebym nam szansę dała. Jedzie z innego kraju na randkę, sms's czyta po powrocie, nie wpadnie na pomysł, żeby się po kawiarni rozejrzeć, wiadomość na Viberze odczytuje dopiero po miesiącu, bo widocznie podany mi numer nie był przez ten czas w użytku. Lampka się jarzy!
6. Drugi Kuba lubił mnie za włosy, książki i podróże, ale bardziej chciał do mnie wprowadzić, żeby w moim mieście szukać pracy. Miał nawet pretensje, że mu nie chcę pomóc w szukaniu.
7. Wojtek z Antwerpii pytał, gdzie można fajne rzeczy w okolicy zobaczyć - na koniec, zamiast mnie tam zabrać, podziękował za porady turystyczne.
8. A Radzio pisał, pisał i pisał tak zaokrąglenie, aż się w końcu zapytałam czego tu szuka. A on, że druga połówkę to już ma, ale szuka kogoś na wypady, bo jego babka ma chorobę lokomocyjna. Na profilu ''szukał miłości''. Jedyne co mu mogłam poradzić, to że jest nie fair wobec swojej kobiety.
9. Piotr wkurfił mnie do tego stopnia, że mu napisałam ''chyba cię mój były na mnie nasłał, bo mieszkasz we Wrocławiu, widzisz mój profil belgijski i pytasz, czy się spotkamy na kawę?!''.
10. Do tego jakieś stado innych palantów, z Polski i Belgii, którzy namiętnie pijają kawę, nie mają czasu poznać mnie przez profil, tylko od razu chcą na randkę się umawiać (co jest w moim stylu, ale po 2 latach na portalu WIEM, że faceci z niego tak nie robią!), ciągle pieprzą coś o rowerze, nie pytają o moje imię, nie opowiadają nic o sobie i jak już się napalę, to oni nagle siedzą cicho!
I właśnie dlatego podejrzewam mojego byłego! Bo po wyznaniu Piotrowi mojej teorii już nikt nie pisze... Bo mój rower u byłego stoi i nie mam jak go odebrać... Bo były wie, że idę do szkoły jazdy od września i też miał mnie uczyć (przez pół roku nie udało mu się ani razu).
Kto miał lepszy miniony tydzień?
Czy znowu muszę wyjechać, bo nie mogę pogodzić się z perfidią niektórych ludzi?
04.08.2015
 

 
(odp. na koncu tekstu)
Stacja koncowa dnia wczorajszego ma w swoim skarbcu turystycznym np. bardzo znana katedre, w ktorej znajduje sie wciaz dzialajacy zegar astronomiczny, wow (A,B). Sama katedra wstydzila sie fotografa i uciekala poza kadr (C). Za to fotografowaniu od podszewki nie miala nic przeciwko. Mnie osobiscie zachwycily czaszki pod ukrzywowanym Jezusem (D). Coz, nie jestem typowym turysta :-D.
Do tego miasta zajechalam dnia 2-go, ale poniewaz hostel byl 100 mil od centrum (a dokladniej 5 kilometrow na piechote, tylko ze ja nie mam kondychy, ale mam za to plecak 12 kilowy), wybralam sie do miasta ranka dnia nastepnego. Bagaz zostawilam na stacji ( 5,50 euro).

(odp.: grubsartS)
 

 
(odpowiedz pod tekstem)
Przystanek przed kolejnym noclegiem padl na miasteczko, ktorego jedna z atrakcji turystycznych jest plac Stanislawa Leszczynskiego (A). Podobno mieszkancy dobrze wspominaja tego milego pana i sa bardzo przyjaznie nastawieni do polskich turystow. To dziwne, bo na calej stacji nikt nie potrafil mi powiedziec gdzie jest poczta, a zebraczka wyciagnela ode mnie jablko (nota bene pozyczone ze sniadania w hostelu, czyli karma juz kolko zawinela, prawda?). Ale coz ja pisze - uprzejmi to oni byli :-).
W tym otoz to miescie odkrylam swoj dar do wykonywania zdjec lekko przechylonych na prawa strone. Najnowszy trend w sztuce. Bedzie mozna zuwazyc ten styl w kolejnych odslonach miejskiego szyku (B).
Poniewaz przystanki sa planowane dzien przed, nie szukam informacji o miejscu ktore odwiedze, tylko zachwycam sie tym, co na mojej drodze stanie (jesli posiadam mapke miasta - gratisowa, w biura lub hostelu - to dotyczy to takze rzeczy zaznaczonych na mapce i to tylko wtedy, kiedy sie nie zgubie ;-P). Dlatego dowiaduje sie po czasie dziwnych rzeczy o miejscach, ktorych juz pewnie wiecej w zyciu nie odwiedze. O dzis odwiedzonym miescie (bite 1,5 godziny) dowiedzialam sie, ze jako jeden z nielicznych w tym krju posiada wydział języka polskiego. Olaboga. Do zlego niasta emigrowalam!
(odp.: ycnaN)

 

 
Pierwszy dzien podrozy.
*tu miala byc zagadka i obrazki*
Mam wolny i darmowy komputer, chce wrzucic fotografie na Pingera... ale dostaje ostrzezenie, ze format jest nieprawidlowy. Nie bede sie klocila z komputerem - u mnie jest totalny luz i nie bede sobie aury psula. Pobazgrze sobie troche, a jesli internet nie chce ze mna wspolpracowac, to fotki dorzuce do notatek w pozniejszym czasie. Dzisiaj mija juz chyba 17 dzien podrozy ale wpisy chce miec chronologicznie ulozone.
Wlasnie - 17 dzien. 17 dni w hostelach. Niektore bez kuchni, niektore z wliczonym sniadaniem, z recznikiem i zelem do mycia. Wiele z brudnymi materacami :-\, z platnymi komputerami,bez recepcji nocnej. Pare za tanioche w centrum, wiecej: daleko i drogo. 80% bez rezerwacji. 17 dni o jednej parze portek i obitym duzym palcu u nogi. Ogolnie git. Ide pic piwo Zlaty Bazant.
 

 
VIENNA - SALZBURG
Teraz zaluje ,ze nie mama laptopa w drodze. Wi-Fi i smartphone w (kolyszacym) pociagu doprowadzaja mnie do szewskiej pasji.
Pogoda: pi x oko 18 stopni C.
Marze o tym, zeby porobic zagadki turystyczne z fotografiami jako podpowiedziami. Jak tylko dorwe darmowy komputer w hostelu. ..
 

 
ABY POLSKA ROSŁA W SIŁE, A LUDZIE ŻYLI DOSTATNIEJ

Czyli pare punktow traktujacych o (nie)zbednych przygotowaniach do podrozy:
1. zamow snieg (dobry deszcz tez nie jest zly, ale decyzja nalezy do Ciebie);
2. pokloc sie ostatniego dnia (pracy) z kolega z pracy. Ale tak porzadnie. Tak z wygrazaniem palcami;
3. 3 dni przed wyjazdem (zaplanowanym) dostan grype;
4. 2 dni przed wyjazdem popros miasto, zeby w nocy (21.00 - 5.00) 'robilo' tory tramwajowe pod twoim oknem (o innej porze moze nie docenilbyc akustyki);
5. ustaw poczatek niedyspozycyjnosci na dzien przed wyjazdem. Tak zeby "wczuc sie w role";
6. w nocy przed wyjazdem (najlepiej ok. 22.00) zacznij malowac paznokcie u nog, koniecznie CZERWONYM lakierem. W przerwie na zamiane konczyn pozwol lakierowi wywyniac koziolka na dlugowlosy bezowy dywan;
7.Miej ubaw po pachy.
 

 
EVERYBODY IS FAMOUS
Niedlugo wybieram sie w dluga podroz pociagiem. Zaplanowane jest 20 panstw UE. Nie moge narzekac na swoje zycie, ale jesli chociaz raz w trakcie podrozy poczuje sie jak ten pan z filmiku, to bedzie mozna powiedziec, ze szlajanie sie po Europie z plecakiem mozna uwieczyc sukcesem. Zbieranie pozytywnych doswiadczen - to sie liczy w zyciu :-D. Ale czasem trzeba dlugo szukac.
 

 
SYSTEM TU, SYSTEM TAM
a niedlugo to bedzie jedyna metoda do walki z systemem:
http://www.wykop.pl/ramka/1406927/czekoladowy-rambo-terroryzuje-los-angeles/
Jestem za, a nawet przeciw. Byleby zwyczajnemu szaraczkowi zycie sie poprawilo, a zachlannym bogaczom utralo nosa.
 

 
Szczerosc boli raz, a klamstwo dwa razy. Raz jak je odkryjesz, a drugi jak dojdzie do ciebie, jak bardzo jest bezsensowne.
Dlatego ten pan jest (nadal) moja inspiracja. Wielbie szczerych ludzi.


 

 
“Anna Karenina” na kolacje.

Zeby Keiry byly wszedzie, ale czy na Anne nie pasowala – jak wielu twierdzi – nie moge orzec, gdyz ksiazke czytalam lata temu. A ze w glowie juz nie mam miejsca na takie detale jak charakter glownego bohatera (dzieki czemu moge w nieskonczonosc czytac te same ksiazki I ogladac te same filmy), takze mnie nie pasowaly TYLKO te zeby (tak jak u Pattinson'a dziwny jest dla wielu jego nablysk skory).
Sprzecznosci przedstawienia: raz w teatrze – raz na dworze. Raz piekny taniec z Wronskim, a raz brzydki buziak z jezorem na pol ekranu. Raz futro I piekny snieg – a raz brak kawioru, zlota I jezyka rosyjskiego (tego mi najbardziej brakowalo, ale I kozaczoka jakiego).
Najlepsze: pokazali co sie dzialo po smierci Kareniny. Wiekszosc filmow konczy sie w najlepszym momencie, a przeciez najciekawsze jest to, co sie PO tym momencie dzieje, co nie?
 

 
ze ten kot za dlugo kryl sie ze swoim talentem muzycznym. W koncu nadszedl czas na wyjscie z kadru i przejscie do kolejnej fazy popularnosci. Enjoy.


(post z przymruzeniem oka. Oczywiscie Maru nie gral tu na zadnym z instrumentow. Chyba...)
 

 
"Szukam gif'ow" mowisz?
Szukaj dalej. Raport sam sie napisze.


http://beta.po-land.pl/wp-content/uploads/2012/04/d2.gif
 

 
Strzelanina jak w "Paper planes".
A wszystko za sprawa iieee.pinger.pl
 

 
"Jestem tak samotny, ze zeby uslyszec, ze mnie ktos kocha, musze odtworzyc plik ‘gender.vbs’."

(az chce sie dodac do tytulu: (...) bo sie nogi spoca. Ale nie dodam).
 

 
Teraz juz nie wstanie rano ze mna I nie bedzie miauczec o jedzenie. Rankiem myje zeby, ubieram sie, ide dac wode I mokre. Fila je. Fila chce, zeby jej otworzyc drzwi do salonu.
Wracam z pracy. Fila miauczy I przybiega (no dobra: przybiega I miauczy). Glasku, glasku I daje jej porcje mokrego. Fila je. Fila chce do salonu. Fila wchodzi do salonu.
Wieczorem ucze sie. Fila przychodzi kolo biurka. Fila miauczy. Pytam: pokaz co chcesz? Fila idzie do kuchni. Fila dostaje porcje jedzenia. Jak nie mokry Liskas, to mokry tunczyk ( w sosie wlasnym). Fila je. Fila chce do salonu. Fila musi ze mna wrocic do mojego pokoju I lec sie na mojej koldrze. Na samym srodku lozka jest w sam raz. Ale przewaznie respektuje mnie I kladzie sie na przygotowanym wczesniej albo kartonie, albo skorzanej torbie, albo na 3 wydrukowanych mejlach.
Jak byla mala, to sie nie bawila. A tak naprawde to chyba nikt sie z nia nie bawil. Ze dwa lata temu (12 lat miala) odkrylam, ze jak wystarczajaco dlugo bede machala sznurkiem, to w koncu popatrzy na niego. Troche dluzej, a I za nim pobiegnie.
A od tygodnia juz byla chora. Najpierw wymioty, potem nicniejedzenie. Potem tylko siedzenie w jednym miejscu. Nie dosc, ze nie reagowala, to jeszcze ten pusty wzrok. A jak ja drapalam po brodzie, to czulam, ze w “gardle” mruczy. Wedlug weta nic ja nie bolalo, tylko koci AIDS rozkladal jej organy na barki. Takie pluca miala wielkie, cieple, napuchniete. Tak szybko odeszla.
 

 
Kto pamieta ten moment w zyciu, kiedy Uswiadomil sobie, ze bycie szczesliwym zalezy wylacznie – I tylko wylacznie- od niego samego…? Uswiadomienie nastapilo u mnie dzisiaj (tak, w poniedzialek).
Przedtem slyszalam. Przyjmowalam do wiadomosci. Przeczylam I chcialam obalic teze. A dzis: swiadomie przyjelam do wiadomosci. Zaakceptowalam, mozna by rzec. Przedtem nie obeszlo sie bez bolu, ale dzis to nawet lzej mi sie zrobilo na sercu.
 

 
znacie, nieznacie, a mnie zaciekawil

ten pan ma bardzo mila aparycje i na dodatek kulturalne podejscie do widza. A moze tak mi sie zdaje.
 

 
PCh.*: ...nastepne 45 minut.
Ja: Chyba 4 i pol minuty.
Po 2 minutach:
PCh.: I pamietaj o miesniach brzucha.
Ja: Pamietam zeby oddychac...

*PCh.: pani Chodakowska.

Z drugiej strony:

A wiec delektuje sie.