• Wpisów:65
  • Średnio co: 49 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 00:05
  • Licznik odwiedzin:4 224 / 3256 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

27

Nie wiesz co tu odwiedzić? Odwiedz ZOO i opowiedz mi, czy było warto. Ja do tutejszego jeszcze nie zawitałam, ale cała reszta zaspokoiła moją ciekawość. Na plus - orkiestra grająca na dworcu centralnym. Na minus - opłaty za mapki miasta w biurze turystycznym. Z obrażoną miną powiadomiłam ich, że zjechałam pół Europy i tylko oni sobie takie żarty stroją.
(nilreB)
 

 

26

Taki mały odkrojony kawałek Wiednia, którego rynek bardzo przypomina mi moją słupską starówkę. Nie powinno mi być do śmiechu, bo akurat (znowu) padało, ale humor mi niesamowicie dopisywał. Być może z powodu odkrycia faktu, że po drugiej stronie rzeki - tam gdzie był mój hostel - miasto przemieniało się w lumpiarskiego hipisa/hipstera z najniższej półki. Takie rzeczy potrafią mnie rozśmieszyć, bo mam na szczęście bardzo specyficzne poczucie humoru.
W hostelu po raz pierwszy spotkałam się i rozmawiałam z Polakami (Warszawiakami, raczej nie Słoiki), którzy postanowili tu spędzić majówkę. Tylko nie zrozumiałam faktu, dlaczego jedzie się na majówkę tak daleko, a spędza się ją na chowaniu okularów Japończykowi, po czym, w stanie upojenia procentowego, wychodzi się na miasto, żeby nikt nie zwalił winy na ciebie. Logikę widocznie mam też specyficzną. Ale dobrze jest i po nieprzespanej nocy (poddali się wszyscy mieszkańcy hostelu i spędziliśmy tę noc w kuchni na 1 piętrze, przy dzwiękach stukających o siebie szklanek i przy smaku polskiej kiełbasy) spieprzam jak najwcześniej na pociąg, bo nie wiem, czy Słowianie przypadkiem nie chcą rano robić powtórki z rozrywki.
(nedserD)
 

 

25

Miasto dla ludzi lubiących zwiedzać (za darmo) pozłacane wnętrza kościołów, w których nie ma turystów, ale księgi odwiedzin są zapełnione po brzegi wpisami i to przeważnie polskimi. Chcesz wejść na wieżę (za darmo) i pooglądać z bliska dzwony? Proszę bardzo. Chcesz sobie porobić zdjęcia narzędzi tortur? Proszę bardzo. To chyba miasto nie dla turystów, ale dla pielgrzymów. Nie ma znaczenia - jest piękna architektura, to i jest zabawa.
(cuomolO)
 

 

23

Jeżdżę do tego miasta, żeby odpocząć. A odpoczywam tu w parkach i ogrodach, czyli ogólnie na ławeczkach. Potrafię godzinami napawać się naturą i widokami ze wzgórz. I chociaż przejdę zawsze za dużo kilometrów, albo przeleżę cały dzień w hostelowym łóżku z rozstrojem żołądka, to i tak potrafię się wyluzować. Jeśli jest jeszcze tam jakieś miejsce, którego nie widziałam, to na pewno je w przyszłości odwiedzę. Nie wiem co jest w tym miejscu takiego, że mnie do niego ciągnie. Ale na razie nie mogę powiedzieć, że już tam nigdy nie pojadę (jak np. do Brna...).
Check this out - Bohemia Bagel, pawie w Vojanowym Sadzie (spolszczyłam sobie nazwę) i ulica Apolinarska. Raz się żyje, człowieku.
(agarP)
 

 

22

W pociągu poznałam Amerykankę, która podnieciła się moim backpackingiem i, wspominając stare dobre czasy swoich wypadów, dała mi 3 euro na kawę i krem do rąk. Bo ona wiedziała już, że krem do rąk jest niezbędny. Pal licho kawę. Do hostelowych pokojów wchodziło się od strony balkonu, biegnącego wzdłuż budynku. W moim pokoju była dziwna Japonka - może ze 2 słowa ze mną wymieniła. A kiedy ja już kładłam się spać, ona dopiero wychodziła na miasto. Babka pod 50-tkę miała więcej jaj niż ja.
(onrB)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
''Mam 31 lat i szukam bezdzietnego pana w wieku 30-35''.
Po pierwsze: bezdzietni wolni już prawie nie istnieją. Prawie wszyscy mają 3-letnie dziecko i są już w separacji z żoną. Pewnie chodzi o separację dniową, bo żona jest akurat w pracy.
Po drugie: godzina jazdy do mojego miasta okazuje się nie do przebrnięcia, nawet w niedzielę, kiedy normalny ludz ma wolny dzień. Kiedy pociągi jeżdżą, grad nie pada, nie ma stanu wojennego a tygrysy nie pouciekały z zoo.
Po trzecie: frustracja i olewka panów tryska na wszystkie strony. ''Elo'' to powitanie przyszłego narzeczonego, ale pisze tak dlatego, że nie trzeba się ''spinać, bo życie daje wszystkim po pupie'' (romantyzm XXI wieku, to pewnie to...).
Nie odpisanie do innego przez parę minut kończy się obrazą majestatu i skreśleniem mnie z listy (musi być niesamowicie długa, skoro tak łatwo się mnie pozbywa). Podobno też szukam, bo jestem dzieciatą panną, szukającą ''frajera albo sponsora'' (to taki cytat powitalny, jako odezwa na moje ogłoszenie).
Po czwarte: oni i tak nie chcą kobiety. W wolny dzień wolą pojezdzić na rowerze, niż spotkać się. W sumie to też nie mają za dużo wolnego czasu - przeważnie tylko w niedzielę - bo w tygodniu kończą pracę o 19.30... ale szukają poważnej relacji (to jaka jest relacja dzienna? Niepoważna?).
Także ten. Szukanie jest bardzo przyjemne. I owocne.
I parę przykładów praktycznych:
randka nr. 3: młodszy o 4 lata, ale wydaje się zainteresowany. Na koniec ogrzewa mi rączki i chce wpaść do mnie na wieczór. Kiedy mówię, że będę nocowała u koleżanki proponuje trójkącik.
Randka z nr. 4: kolega przyjechał w sandałach i skarpetkach. Jeśli chcecie wiedzieć, to wolałabym białe, ale były czarne. Poszliśmy porozmawiać o podróżach i jego ciągłym życiu kawalera. Raczej nie był zainteresowany relacją, tylko następnego dnia pytał, czy mnie jego wywody zbytnio nie nudziły.
Randka nr. 5: pan był tak małomówny, że musiałam wysilić wszystkie swoje zmysły, aby pociągnąć rozmowę dalej. Nie słuchał tego co mówię, także rozmowa byłą naszpikowana powtórkami moich pytań. Po randce miałam sms ''Jesteś seksowna''. Jestem i wiem, ale szacun za komplement. Przez następne dni okazało się, że nie pisał lub dzwonił, bo czekał aż sama się odezwę. To kobieta ma ''latać za facetem''. Aha.
Randka nr. 6: 5-ciogodzinna. Pan jest za granicą 3 msc, ale nie wie, czy mu przedłużą kontrakt, czy nie. Dom buduje w Polsce (tzn, dopiero w przyszłym roku, ale już ma uzbierane pieniądze) i szuka żony, bo tak samemu to nie jest miło w życiu. To, że wróci na zimę do Polski, to przecież nie szkodzi, bo silne uczucie potrafi wszystko przetrwać. Nie sądzę, że szukał sponsorki na obczyznie, ale raczej nie potrzebuję pana, którego nie ma przy mnie. A wrócić do Polski jakoś mnie napawa lękiem. Powiedziałam, że będziemy w kontakcie, a jak on nie będzie się odzywał, to jego strata. Odezwał się. To ten co w niedzielę idzie pojezdzić na rowerze...
Chciałabym uwierzyć, że panowie boją się poważnej relacji, bo ktoś ich tam kiedyś, jakoś i gdzieś skrzywdził. Ale mózg powala serce na deski i mówi: ''Jesteś naiwna i głupia'' (tak mi mówi, co ja poradzę). Oni albo chcą randki z seksem, albo porozmawiać z nudów, albo chcą kobiety, bo koledzy już mają żony, a im się laska przyda, żeby zajęła żonę kolegi, podczas gdy on będzie sobie z owym panem spokojnie piwo w barze popijał.
Nie ma już prawdziwych mężczyzn? Takich, którzy w deszczu pociągiem do ciebie jadą, aby na chwilę się z tobą spotkać. Aby zainteresowała ich twoja pasja i chcieli się coś o niej dowiedzieć. Aby nie poddawali się po jednej randce i chcieli zdobyć kobietę. Bo ja jestem kobietą z krwi i kości. Noszę sukienki, dbam o siebie, mam długie brązowe włosy i noszę buty na obcasach. I lubię romantyzm. Lubię, jak się mnie podrywa i okazuje męskość. Może to te spodnie rurki zniszczyły ich podejście do świata? a może brak obowiązkowej służby wojskowej... a może po prostu emancypacja, bo oczekują, że to kobieta będzie im włazić w tyłek? Pieprze to, czekam na mojego księcia. Nie musi być przystojny i bogaty, ale nie może być niemęski. I w sumie to już wiem, ze lepiej, żebym skończyła z tym czekaniem, bo i tak nie znajdę.
 

 

21

Najdziwniejsze miasto świata. Jakiś klimat szpiegowski, no chyba że po prostu turysta jest tu rzadko/niemile widziany. Chcieli od mnie pieniądze na jedzenie, prosili w piękniej angielszczyznie. Nie daję, bo to łączy się z wyciąganiem kaski ukrytej gdzieś głęboko, co mogłoby zdradzić miejsce chowania owych pieniędzy, co mogłoby potem być powodem do napadnięcia mnie i okradzenia z ostatnich centów. Uspokoiłam pana, że nie mam. Jak widzi - jem kanapki, własnoręcznie zrobione. A to oznacza, że sama jestem nie przy kasie. Zrozumiał.
Poszłam oglądać stare domy i pochillować trochę na skwerku.
(norpoS)
 

 

20

Na recepcji była moja imienniczka i dziwiła się, że nie jestem Węgierką. Upał dawał się we znaki, dlatego wieczór spędziłam z Niemką na podrywaniu Anglików spędzających tam wieczór kawalerski. Jakiś pan pobrzękiwał na gitarze w barze pod hostelem, chłopaki nie chcieli flirtować, także skupiłam się na internecie. Następnego dnia szukałam obowiązkowej pocztówki i znaczka. Dotarłam na pocztę, na której było bardzo widocznie napisane, że zdjęć nie można robić. A ja zrobiłam. I żyję. Pamiętam jeszcze jak przez mgłę nieświeże tureckie gołąbki wygrzebywane z puszki, podczas siedzenia na ławce stojącej naprzeciw baru mlecznego. Ale nie weszłam. Puszka była tańsza, a kaska się w takiej podróży liczy. Co tam żołądek, nieważny....
(awałsytarB)
 

 

19

Miasto ma rynek, ma kościół i ma park na wzgórzu. A w sklepach mają chałkę. Czego chcieć więcej.
(zniL)
 

 

18

Co tam Wiedeń, co tam Berlin! To miasto to sama sztuka! Sprowadzić tu wszystkich artystów romantyków i zamknąć na cztery spusty. Kościoły wyglądające jak muzea (a mają darmowy wstęp - do innych bym nie weszła ,-P), kwitnące ogrody, zaciszne parki z jednorożcami (nie żywymi, ale skoro mają pomniki, to dowód na to, że istniały), klasztory na wzgórzu (i traktor...swoją drogą - po co?) i spokojni turyści. Spędzić tam dzień, to coś więcej, niż tylko przyjemność.
Tylko ten ogórek usunąć proszę. W trybie natychmiastowym.
(grubzlaS)
 

 

17

Miasto zakazów i nakazów (czyt. pełno tabliczek z nimi, porozwieszanych prawie wszędzie) i wielgachnych budowli. Nie dużych - wielkich. Aż czuć, jak na ciebie z góry patrzą i chcą cię po główce poklepać. Reklama na kościele oraz jogging w przepięknym parku raczej mnie zgorszył, niż zachwycił. Ksiądz, który mnie z kościoła wyprosił (że niby zamknięty, na co ja odpowiedziałam, że to nie jest jego dom, ale Boga...), też mnie raczej zniesmaczył. Na szczęście jedna z budowli była tak przesiąknięta atmosferą królewską, że wybrałam ją sobie na moją przyszłą siedzibę. W przyszłym życiu. Bo mam zamiar być w nim królową.
Odwiedz, jest tu pięknie.
(ńedeiW)
 

 

16

Miasto grozy. Wychodząc z hostelu patrzyłam jak Chinka zakłada na siebie kurtkę przeciwdeszczową. Może miała jakiś czujnik. Ja nie. Dlatego spędziłam większość wypadu na miasto w bramie, popijając wino z małej flaszeczki. Przy okazji brama okazałą się całkiem kulturalna, bo na witrynie sklepu (już zamkniętego) mieszczącego się w bramie, miałam okazję pooglądać milusińskie książki, wywieszki z mądrymi cytatami oraz zabawki dla dzieci nie posiadających (jeszcze) smartphona.
Następnego dnia został mi po Chińce, która okazała się Filipinką, fikuśny sznurek do wieszania prania. Na przyssawki. Bez wahania został przeze mnie przywłaszczony.
Mam nadzieję, że ktoś tak samo ucieszył się z moich dżinsów pozostawionych na kaloryferze w Padovie. Były po prostu nieprzydatne, a szkoda wyrzucać.
(zarG)
 

 

15

Oh, dlaczego nie. Pojadę sobie nad to jezioro. Mówią, że ładne, że romantyczne. W biurze turystycznym na stacji okazuje się, że jezioro owszem, jest, ale tak gdzieś z 5 km za stacją. Mam czas, oddycham głęboko, zero stresu. To nie wina jeziora, że odmawiam sprawdzania położenia prawie wszystkiego, co mam zamiar zwiedzić/zobaczyć. Od stacji w lewo 2 razy, a potem prosto do celu. Po drodze woda pitna jak widać jest, także nie powinnam umrzeć.
(delB)
 

 

14

Przez ostatnie dni jezdziłam tylko pociągami, dlatego poczułam napływ miłości do stacji kolejowych. I to jest to, co mnie się najbardziej tutaj spodobało. Połączenie z Ljubljany było wczesne, dlatego pan od bilecików zaczął mnie dobudzać, zanim zajechaliśmy na stację. Bardzo miło z jego strony - w ogóle cały ich naród ma jeszcze jakieś cechy człowiecze. Zanim dotarłam do jaskiń zdążyłam się oczywiście zgubić w lesie, no ale kto powiedział, że będzie łatwo. Do tego doszła wysoka cena za wejściówkę i nachalne robienie zdjęć podczas wchodzenia do grot. A na koniec postanowiłam zjeść mielonego w przydrożnej restauracji. Jak szaleć, to szaleć.
Info dla jeżdżących po miastach z plecakiem- tutaj jest gratisowa toaleta na stacji. Bardzo ważne.
(anjotsoP)
 

 

13

Komuna, chociaż pod jakimś ''urzędem miasta'' (każdy nieznany mi obiekt, wyglądający na mający połączenia z administracją) łapię wifi i napotykam parę świetnych obrazków namalowanych sprajem.
Czyli taka pózniejsza komuna.
Na drugim zdjęciu nie da się nie zauważyć mojego stylu robienia zdjęć - lekkie przechylenie w prawo. A tak, żeby życie miało smaczek.
(robiraM)
 

 

12

Tutaj nie jest ani ładnie, ani brzydko, a jedyną atrakcją jest fakt, że miasto otaczają dwie łączące się rzeki. Miks różnych stylów budowlanych oraz wykopki archeologiczne w samym centrum nadały mu jednak jakiegoś uroku.
(jnarK)
 

 

11

Słodkie miasteczko, w sam raz dla zakochanych. I pomimo tego, że jestem fanką Pragi, to tutaj można też sfotografować piękne widoki. Zanim tam dojechałam, natura dała mi po raz pierwszy w życiu oglądnąć turkusową wodę. W mieście spędziłam 3 dni, w dwóch różnych hostelach, a pewnego wieczoru miałam nawet okazję wyjść z małoletnim Amerykaninem (wiek ważny, bo nie mógł wypić ode mnie piwa na wymianę za nocna opiekę), który ma dziewczynę w internacie, chce zostać astronautą i myślał, ze mam 25 lat... eh, stare dobre czasy...
(anajlbujL)
 

 

10

Bezy, woda, turyści. Nikt nie zgadnie.
(ajceneW)
 

 

9

Tutaj czuję się trochę jak w domu, a może to tylko słoneczko mi animuszu dodało? Studenciaki kończą roczek, na placu pełno rodziców i pomazanych farbą potomków. Pomarańcze nigdy i nigdzie mi tak dobrze nie smakowały, jak te zakupione (za marne grosze)na miejskim rynku. Już nie chcę chodzić w spodniach - wydaję kaskę na długą spódnice(żeby nóżek nie zjarać i kefiru na ochłodę nie szukać w niepolskich sklepach), jakieś trampki i ruszam na miasto. Siedzę na rynku. Tak fajnie, tak miło, tak spokojnie.
(avodaP)
 

 

8

Podobno pochowana leży tu Julka, ale nie widziałam, bo nie zwiedzam płatnych zabytków. Wierzę na słowo. Hostel jest tak romantyczny, że nawet rozważam poszukanie męża, żeby z nim tam wesele wyprawić. Pod wieczór wbijam na jakąś miejscówkę na wzgórzach i siedzę tam do zapadnięcia zmroku. Ludzie piją piwsko, to i ja postanawiam jedno zakupić. Niestety nie okazuje się być z Polski, chociaż sprzedawca w nocnym tak twierdził. Ja się nie znam, w kraju już 13 lat nie mieszkam. Innym polskim akcentem jest za to autokar wycieczkowy. A na pizzę nie zapraszam - nic nadzwyczajnego - ale ciepłego jedzenia już dawno w ustach nie miałam.
(anoreV)
 

 

7

Jak zwykle jestem za 5 któraśtam. Biuro informacji turystycznej już zamykają (nie mam mapki miasta, nie mam internetu, nie mam nic), nie chcą zadzwonić do hostelu, są niemili i ogólnie jest mi zle. Właśnie przeszłam z 5 km z plecakiem, w upale, bo zgubiłam drogę ze stacji do hostelu i nikt mi tego nie chce wynagrodzić. Kompas w głowie mi się zepsuł i poszłam w przeciwną stronę... Po dotarciu do celu słyszę, że już nie mają miejsc. Idz se gdzie indziej. Idę. Tam już milszy pan robi mi rezerwację na następna nockę, w następnym mieście. Idę na miasto, mam niewiele czasu - już pózno, a przecież rankiem nie zwiedzę, bo ruszam dalej. Ogólnie najbardziej mnie zdenerwował fakt niemożności zakupienia znaczków pocztowych w sklepach, gdzie pocztówki sprzedają. Znaczki sprzedaje się w kioskach. Kioski są rzadkością. A ja muszę wysłać tą kartkę!
Ludzie jak z wyższej półki, miasto leciutko wieje mdłością, coś dziwnie dużo Azjatów. Neh.
(onaliM)